środa, 25 stycznia 2012

Efekt końcowy

...jak zrobię lepsze zdjęcia, to wrzucę, na razie są jakie są.


Fotkę robiłam w nocy, dlatego trochę traci na jakości, ale macie ogólny pogląd na całość. :) Zachęcam do przeczytania poprzednich postów na ten temat.

Może tu lepiej widać? Jest tu sporo ruchomych elementów, sporo łańcuszków miedzianych, srebrne blaszki, szklane buteleczki z płynnymi miksturami i szklana magiczna kula, złote aplikacje na zbroi, (których tu nie widać, tak samo jak nie widać "spękań" na elementach "skórzanych"), do tego opaska z tasiemki i prawdziwa peruka, na którą materiału użyczyła moja mama (była "grzywka" mojej mamy). Niedługo postaram się o lepsze zdjęcia, to pokażę detale.


Zastanawiam się, czy przykleić mech na podstawę i trochę szklanych "kamieni", co myślicie?

Co do opisu to figurka posiada elementy, matowe - skóra, metaliczne, błyszczące - zbroja (na srebrnym tle, umieściłam różne aplikacje złotych róż), matowo-błyszczące - ubranie, zastosowałam lakier do spękań, dzięki czemu uzyskałam efekt "zużycia"...muszę sobie popisać, bo na zdjęciach niestety chyba tego nie widać. Broń, (której nazwy zapomniałam) posiada szklaną opalizującą kulę na łańcuszkach i metalowych blaszkach. Figurka ma kolczyki w uszach (srebrne blaszki na miedzianych kółkach) i w nosie - miedziany łańcuch. W lewej dłoni buteleczki szklane z przymocowanymi na stałe korkami. W środku są specjalnie przeze mnie wymyślone mikstury, w związku z tym, że zawartość komponowałam spontanicznie, nie wykluczam wystąpienia jakiejś reakcji chemicznej;), ale w końcu to paladynka, więc musi znać się na magii i czarach...uuuhuhuuu!

Między brwiami umieściłam jej koralik z recyklingu;)...o długiej historii;)..ale to może opowiem tylko nielicznym. Gdzieś już pisałam, ale przypomnę, całość mierzy jakieś 30 cm.

Tak to wygląda od dołu. No może tutaj widać "spękania" na elementach ze "skóry".


Do tego fragmentu komentarz na Facebooku:
Sprawdź to!


Tył. Włosy można rozpuścić lub zapleść inaczej, no i poczesać, jeśli ktoś ma chęć. ;)



...a teraz magiczne i niezwykle niebezpieczne narzędzie z kulką w środku...Mateusz jak to się nazywa? 
Rety, na uzbrojeniu to ja się nie znam, za mało gram w Diablo...i inne tego typu gry. Musimy to kiedyś nadrobić;).


Detal: różana zbroja.

 ...i iiii pośladki! ;)

Kozaki. :)


Uff, zmachałam się, dobra, reszta zdjęć innym razem. Wypadałoby wziąć się teraz za "prawdziwą" robotę.

Ps. Ma ktoś fajnego niezbyt drogiego Czoperka na sprzedaż?

Lepienie z modeliny

Wrzucam kolejne zdjęcia z poszczególnych etapów tworzenia mojej figurki. Dla przypomnienia figurka ulepiona jest z modeliny, mierzy w całości ok. 30 cm.

Tu przedstawiam stan jeszcze przed wypieczeniem. Dodanych jest kilka miedzianych kółek, do których później doczepiłam łańcuszki. Niestety nie robiłam zdjęć w trakcie malowania.

Jak widać figurka stoi jeszcze na żaroodpornym talerzu, ale bez obaw, nie jest on elementem kompozycji. ;)
Mało artystyczne jest to zdjęcie, ale było już na tyle późno, że nie chciało mi się modzić, zresztą nie zbyt znam się na fotografowaniu, a i sceneria klatki schodowej nie zachęca do artystycznych działań przy robieniu zdjęć.

Fota z profilu. Twarz uległa jeszcze modyfikacji, bo ta tutaj nie podobała mi się, a tak poza tym zdaje mi się, że ktoś mi na klatce "tykał" ją palcem i musiałam poprawić. :)

Tak wyglądał tył. Mój brat stwierdził, że ona ma męski tyłek kulturysty, ale ja jestem dumna z tych zacnych "murzyńskich" pośladów. Przerysowanie proporcji było jak najbardziej zamierzone.

..i zbliżenie na twarz, albo jak kto woli na biust. Tak, przyznaję, lubię motyw nagich cycków, zarówno w rysunkach, jak i w rzeźbie. :)

cdn.

Takie tam

Ostatnio szczególnie nie ogarniam. Dużo jest na głowie i dużo w głowie, a za mało wszędzie indziej. Czasu szczególnie mało. Stąd też taki zastój tu i ówdzie. Z twórczością mą różnie. Nie mniej jednak piszę nie po to by posmęcić, bo na to szkoda by mi było dziś czasu, a po to by pokazać moje najnowsze dziecko. ...a właściwie powinnam nazwać Nasze Wspólne Dziecko. Choć On się jakby nie przyznaje, więc albo jutro zmieni zdanie, wszak musi się jeszcze zapoznać z efektem końcowym, albo będę musiała zmusić Go do "alimentów" jakichś...nie wiem, w formie mleka sojowego czy coś;). 
Dobra, do rzeczy, bo pisanie idzie mi gorzej niż inne rzeczy, więc zacznę od zdjęć i niech one same o sobie mówią.
Takie były początki (utrwalał On):

Pierwsze zarysy. Stelaż z drucików florystycznych. Zwykła masa termoutwardzalna, niegdyś częściej zwana modeliną. Tu muszę nadmienić, że strasznie niefajnie mi się z niej lepiło. Kupiłam duże paczki na Allegro i nie do końca byłam zadowolona z właściwości fizycznych tej modeliny. Szczególnie kolor kremowy był strasznie ciągnący i nieźle się musiałam nabawić by nadać całości zadowalający mnie kształt. Co chwilę moczyłam palce w zimnej wodzie by mi się nie rozpływało pod palcami.


Tutaj widać przymocowanie figurki. Metodą prób i błędów za podstawkę posłużyło wieczko od słoika i dwa solidne wkręty, które cichaczem podwinęłam tacie z szuflady. Obok widnieje popiersie mateuszowego popiersia średniowiecznego kata, którego ciało zostało w późniejszym czasie wchłonięte przez mojego, ekhm naszego żeńskiego demona lub paladynkę, jak zwał tak zwał. W tle widać moją wspomnianą miseczkę z zimną wodą.

Tak wyglądała całość jeszcze bez "ubrania". Blogowiczki modowo-designerskie mogę poinformować, że widniejący po prawej kawałek Chojraka to mój nowy nabytek z Housa. Uwielbiam ten T-shirt! ..a po lewej jest mój nowy kubeczek zakupiony na wyprzedaży we Flo, czy jak to tam...nie, ja jednak nie nadawałabym się do prowadzenia bloga na temat mody, czy modnych gadżetów. Szczerze to przerażają mnie niektóre blogi nastoletnich dziewcząt, które prezentują codziennie swój image do szkoły, w zestawie szkolny makijaż, szkolne szpilki i szkolne ubrania, z dokładnym podaniem marki i ceny produktu, szkolny lakier do paznokci, a później, makijaż randkowy...i takie tam...nie wiem, ale mnie chyba coś w życiu ominęło, nie mniej jednak akurat tego w nim nie żałuję. No i o ile nastoletnim dziewczynkom jestem w stanie wybaczyć czasem pewne zachowania o tyle kobietom już bardzo nie nastoletnim jakoś chyba nie potrafię. Nie mam tu nikogo na myśli, taka moja dygresja po prostu. 

A tu już widać zarys zbroi. Muszę pochwalić Mateusza, za wszelkie rysunki pomocnicze, dotyczące różnych rodzajów zbroi, broni i innych elementów wyposażenia człowieka-walczącego. Imponuje mi jego wiedza na ten temat, zwłaszcza znajomość nazw i zwykle bardzo dokładny opis danego przedmiotu. Co prawda, Mat narzekał, że nie użyłam jego pomysłów, ale pewnie bez jego podpowiedzi, nie wyszło by nam tak dobrze. Piszę, "tak dobrze", bo przyznam niezbyt skromnie, że jestem dość zadowolona z efektu. Zwłaszcza, że to moja pierwsza poważna figurka. Do tego stworzona przy użyciu niezbyt wyszukanych materiałów i narzędzi.

Profil:


Jeszcze bez twarzy, ale za to cycki już z detalami;). 


A tutaj już właściwie pełny kształt. Twarz jeszcze modelowałam dwa razy, bo wg Mata miała zbyt "murzyńskie rysy". Musiałam robić ją "na raty", bo w sumie pochłonęła sporo pracy i czasu. Tutaj, zdjęcie przed wypieczeniem. Szczerze, to obawiałam się czy mi nie "omdleje" w piekarniku, bo po pierwsze nasz piekarnik ledwo zipie, a po drugie nie wiedziałam, czy użyte do wzmocnienia druciki florystyczne, które były super cienkie utrzymają całość, szczególnie, że modelina nie należała do zbyt zwartych. Tak sobie figurka postała na klatce i witała gości, lub odstraszała..podobno ksiądz po kolędzie chodził;).


:) Dobra, reszta w kolejnym poście...


czwartek, 5 stycznia 2012

Post poświąteczny

Miałam pokazać Wam śpioszki, o których wcześniej pisałam. Które były prezentem świątecznym dla Moni, a raczej dla jej maluszka, którego nosi w brzuchu. :)
Wiąże się z tym pewna historia, bo w tamtym poście pisałam o chęci wyjazdu do Krakowa i później pisałam o tych śpioszkach właśnie. Aga vel Baba Jaga, która mieszka w Krakowie też była na etapie szukania śpioszków dla maluszka, no i wpisując "śpioszki Kraków" w grafikę w Google doczłapała się przypadkowo do mojego bloga. Szczerze, to wiedziałam, że jeśli któraś odkryje mego bloga, zanim zdążę sama go zaprezentować, to na pewno będzie to Aga. Heh! No to miała niespodziewajkę;).

...a o to te cudne śpioszki, które tak bardzo mi się spodobały, że nie mogłam ich nie kupić:

Ciuszek jest bardzo świąteczny, ma świąteczne kolorki, no i słodką aplikację Św. Mikołaja:

...z napisem: "I belive, don't you?" :)


A to fragment mojej tegorocznej choinki, która oczywiście dalej aromatyzuje mój dom. Mama zrobiła mi ogromną przyjemność, kupując bombki - muchomorki - uwielbiam je! No i Misio, zrobiony przez moją mamę. Jeśli chodzi o niektóre prezenty, to skoro Moje Dziewczyny już wszystko dostały, mogę Wam tu zaprezentować te drobiazgi, które wykonałam dla nich sama. Z góry przepraszam, za fatalną jakość zdjęć, ale niestety na fotografii to ja się kompletnie nie znam.

Prezent świąteczno-urodzinowy dla Małej:


Jest to komplet, kolczyki i naszyjnik. Małe, dobrze niektórym znane, szklane buteleczki. W środku umieściłam "magiczną połyskliwą miksturę", która ma zapach "toksycznych" landrynek-witaminek. Przynajmniej takie było moje skojarzenie. Poleciłam Asi, by jednak nie otwierała koreczków. Na wszelki wypadek przymocowałam je na stałe. 



W środku umieściłam jeszcze po jednej srebrnej "gwiazdce z nieba", by spełniały się marzenia. :) No i "magiczny koralik wiecznej szczęśliwości" w wisiorku-amulecie. Mam nadzieję, że będą działać. Asi teraz szczególnie jest potrzebne trochę szczęścia, więc żeby nie musieć cały czas trzymać kciuków, zrobiłam jej taki o to amulet. Do tego ciemnozielone kokardki. Zielony to kolor nadziei podobno, a że taki bardziej trawiasty był zbyt głupkowaty i nie komponował się z całością, jest taki o to ciemny zielony. Plus koraliczki, których niestety nie widać za bardzo na zdjęciu.



Teraz coś dla Agi. Spory wisior do kompletu ciastkowych kolczyków:


Markiza z kremem śmietankowym, na niebieskim łańcuszku, z niebieskimi wstążkami, koralikiem crackle i diamencikiem. :D Mam nadzieję, że nawet Aga nie oprze się tej słodkości... Hmm?


Przyznam niezbyt skromnie, że jestem z niego bardzo zadowolona. :) ..a i spora część elementów pochodzi z "recyklingu"...

No i  na koniec dodatek do paczki dla Moni. Może i na końcu, ale Monia z racji tego, że teraz jest w ciąży, miałam prezent taki dwa w jednym. To taki skromny dodatek dla niej:


Tu jeszcze wisi na mojej tablicy korkowej. Chodzi o ciasteczka-kolczyki ze śmietankowym kremem. A reszta zdjęcia przedstawia moją osobistą biżuterię. A raczej jej skromny fragment. 

Jakby ktoś chciał wiedzieć, to nie jest fimo, to zwykła, "bezfirmowa" modelina szkolna.

W ogóle to z tego miejsca i korzystając z okazji chciałam podziękować Mateuszowi za sprezentowanie mi tej zacnej tablicy korkowej. Może to głupie, ale zawsze marzyłam by mieć w pokoju taką właśnie tablicę. :* :* :* 

Ps. Właśnie do mnie zadzwoniłeś i byłeś bardzo, bardzo niesympatyczny, ale jestem w stanie Ci szybko wybaczyć i uznać, że nie było żadnej rozmowy, jeśli zmienisz swoje dzisiejsze nastawienie i również postarasz się być miły.


Przypowieść o usuwaniu komentarzy



 Dlaczego niektórzy ludzie czują się "w internecie" zbyt pewnie? Dlaczego niektórym wydaje się, że skoro coś nie zostało powiedziane "na żywo", to można to po prostu usunąć "jednym" kliknięciem i w razie potrzeby się oczyścić, zamiast po prostu przyznać do błędu, tak jak to by się czyniło w realnym świecie? Nie potrafię tego pojąć. Poniższa rozmowa, pochodzi z Facebooka z profilu mojego kolegi. Zamiast nazwisk są inicjały, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony, choć przyznam szczerze, że komuś pewna nagana by się przydała, bo usuwanie wybranych postów z rozmowy, jest po prostu bardzo dziecinne i chyba nie świadczy zbyt dobrze o danej osobie. Odkąd spotkałam się z wieloma już sytuacjami wybiórczego usuwania wypowiedzi (gdy brak logicznych argumentów w dyskusji), czasem magazynuję co nie co, gdy dana rozmowa wyda mi się specyficzna lub szczególnie warta utrwalenia. 
Z resztą nie ma co się łudzić, że gdy my klikamy "usuń", to dana rzecz faktycznie znika z przestrzeni internetu. Nie, w necie nic nie ginie. Przekonał mnie o tym, mój znajomy, który z jakiegoś osobistego powodu posiadał poniekąd prywatne zdjęcie mnie i mojego chłopaka, które zamieściłam kiedyś swojego czasu na naszej-klasie.
Co do tej rozmowy, to moja główna rozmówczyni, chyba nie jest zbyt przystosowana do prowadzenia dyskusji w realnym życiu, tam nie ma opcji "usuń", więc zapewne jeszcze łatwiej się skompromitować. No i nie chodzi tutaj nawet o treść, tylko o sam fakt, usuwania wybiórczego postów i komentarzy z wszelkich portali społecznościowych, pozostawiając tylko bezsensowne fragmenty wypowiedzi swojego rozmówcy, co właściwie jest bardzo żenującym sposobem, na oczernienie swego przeciwnika w dyskusji. 

Taka zagadka, a wywołała sporą burzę. Jestem wrednym nołlajfem i nie daruję już żadnemu "usuwaczowi" komentarzy! Nie cierpię tego! za to uwielbiam takie nocne dyskusje, które traktuję bardzo z przymrużeniem oka. Jak już wspomniałam, ktoś chyba poczuł się zbyt pewnie i zanadto urósł.
Ps. Zanim przeczytacie całość, sami odpowiedzcie sobie na pytanie "z ilu kwiatów składa się bukiet?" :)
Have fun!
M. M.:

Zna ktoś odp. bez wyszukania w google:P

Masz bukiet kwiatów. Wszystkie z wyjątkiem dwóch są różami, wszystkie z wyjątkiem dwóch są stokrotkami i wszystkie z wyjątkiem dwóch są tulipanami. Z ilu kwiatów składa się bukiet? – zapytano kandydata na stanowisko menedżera projektu w firmie Epic Systems.

        Dawid K.: no raczej chyba trzy...
       
        M. M.: a nie 7?
       
        Dawid K.: znalazłeś
       
        Dawid K.: Rozpisałeś na macierze i wyszło ;D
        
        Natalia M.: 6
       
        Ja: Jasne, że z trzech kwiatów.
       
        Natalia M.: no na pewno, nie moze byc z 3 wtedy zaszlaby negacja
       
        Ja: Nie wiem co do mnie mówisz, ale najprościej jest tak, że wszystkie z wyjątkiem 2 są różami (czyli dwa muszą być czymś innym, a że wymieniono tylko 3 gatunki, to zostaje tulipan i stokrotki i reszta może być różą, czyli minimum jeden kwiat) i tak analogicznie ze stokrotką i tulipanem. Nie wiem, ja na teoriach matematycznych się nie znam za szczególnie, ale to wydaje mi się logiczne.
       
        Natalia M.: 2 roze, 2 stokrotki i 2 tulipany i tyle rozpisz sobie na rownanie
       
        i dowiedz sie o czym mowie
       
        Ja: zobacz, "wszystkie z wyjątkiem dwóch są różami", podałaś dwie róże, okey, ale zostają cztery inne kwiaty (2 stokrotki i 2 tulipany), gdzie tu logika?
       
        Natalia M.: no wlasnie 2 stokrotki i dwa tulipany
       
        to sa te wszystkie
       
        Ja: no ale to są przecież 4, a nie 2?
       
        Natalia M.: ale ja nie rozumiem czego nie mozesz pojac?
       
        sa 2 roze 2 stokrotki i 2 tulipany i koniec dywagacji
       
        Ja: no bo "z wyjątkiem dwóch" wg mnie oznacza, że tylko dwa kwiaty mogą być czymś innym niż różą
       
        Natalia M.: i o to chodzi tu nie ma wiekszej rozkminki
       
        no to sa
       
        Ja: tylko dwa, a nie cztery, a Ty podałaś cztery, (suma wszystkich innych kwiatów niż róża), rozumiesz mnie?
       
        Natalia M.: 6
       
        podalam 2 tulipany 2 stokrotki i 2 roze
       
        Ja: ekhm, załóżmy, że czytasz teraz zadanie "sprawdzając" swoją odpowiedź, czyli każda część zdania ma potwierdzać Twoją odpowiedź, zacznijmy od pierwszej części o różach, do pierwszego przecinka, na resztę nie patrz i powiedz mi ile jest wszystkich INNYCH NIŻ RÓŻA KWIATÓW wg Ciebie?
       
        Natalia M.: rozumiem twoj putkt postrzegania ale rozumujac tak wychodzi negacja jezeli uwazac ze sa 3
       
        Ja: odpowiedz
       
        nie używając zbędnych słów postaraj się odpowiedzieć mi na to pytanie, najlepiej liczbowo
       
        Natalia M.: wiec bierze sie wszystko od razu nie rozbierajac na czesci
       
        Ja::) a czy to właśnie nie neguje "całości", gdy któraś część, a w tym wypadku wg mnie wszystkie wykluczają taki wynik? Nie mamy podanej liczby róż, ale wiemy, że tylko dwa kwiaty nie są na pewno różą, więc nie może być więcej niż dwa sumy stokrotek i tulipanów, tak samo jak nie może być więcej niż dwa sumy róż i stokrotek i analogicznie, więcej niż dwa sumy stokrotek i tulipanów. Skoro podane są tylko 3 gatunki.
       
        Natalia M.: no tez tak moze byc
        
        Ja: Widzisz, ja Ci się staram udowodnić swoją rację, a Ty jak na razie powtarzasz mi tylko swoją odpowiedź ozdabiając ją coraz to nowym "fachowym" słownictwem i dodając, że "rozumiesz mój punkt postrzegania". Więc niby jak mam się z Tobą zgodzić? Pomimo moich usilnych prób, mam wrażenie, że nie nadajemy na tych samych falach.
       
        Natalia M.: najwidoczniej mam inna fale badz slabe zdolnosci dydaktyczne
       
        Ja: Nie napisałam tego by Cię urazić czy obrazić, a raczej zmobilizować do treściwego i konkretnego uzasadnienia Twojej tezy.
       
        Natalia M.: zadanie mozna rozkminiac czesciowo analizujac kazdy z elementow badz w calosci postrzegajac wszystko jako calosc
       
        Ja: No ale postrzegając jako całość mogę dać dowolną liczbę, postrzeganie w całości nic nie daje. Skoro "klucze" dotyczące poszczególnych elementów są zapisane w formie części zdania oddzielonych przecinkami, a końcowy wynik nie zaprzecza tym treściom to chyba jest dobry, czy nie? No to może inaczej, dlaczego 6 a nie np. 5, 7 albo 9;)?
       
        Natalia M.: to ludzie nadaja sens swoim slowom
       
        mozna to dwojako rozumiec zalezy od postrzegania rzeczywistosci
       
        wiem o co ci chodzi na prawde rozumiem ze moze byc 3 kwiaty
       
        Ja: Hmmm, no skoro już wchodzimy na płaszczyzny filozoficzne, to uznaję Twoją odpowiedź, jednak wg mnie nie do końca jest to to, o co mi chodziło i raczej wg mnie nie jest to co o co chodziło wspomnianej firmie. Chociaż mogę się mylić, może autor tego pytania miał co innego na myśli?
       
        Natalia M.: zgadzam sie z ta kwestia ale ogolnie to mozna dwojako zrozumiec ta zagaddke, nie sa wykluczone inne rozwiazania
       
        Ja: Widzisz, doszliśmy do momentu, w którym Ty jednak przyznajesz mi rację, mimo iż na początku twierdziłaś co innego, tak czy inaczej ja dalej twierdzę, że odpowiedź "6 kwiatów w bukiecie" jest niezbyt trafiona, no chyba, że to ma jakiś "inny sens", który Ty sama nadałaś tej odpowiedzi.
       
        Natalia M.: ja tylko stwierdzam ze odpowiedz 3 takze mozna uznac za poprawna
       
         chodzi mi o to ze w dana zagadka nie wyklucza innych odpowiedzi
       
        Ja: Niestety, moje umiejętności googlowania są stosunkowo marne (choć do nie dawna myślałam, że nie jest z tym aż tak źle) i nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie w necie, więc może poczekamy, aż autor komentarza się wypowie, pewnie wie, jaka jest odpowiedź i rozstrzygnie ten spór.
       
        Natalia M.: wlasnie nie mozna z tej perspektywy patrzec, nie zapominajmy ze to czlowiek wymyslil a kazdy inaczej patrzy na pewne kwestie
       
        Ja: okey, a możesz mi wymienić ewentualne poprawne odpowiedzi i uzasadnić, dlaczego są poprawne, ustosunkuj się do tej zagadki jak chcesz, we wszelkich możliwych płaszczyznach, matematycznych, biologicznych, nie wiem, botanicznych, filozoficznych, teologicznych czy jakichkolwiek chcesz, tylko uzasadnij każdą odpowiedź.
       
        Natalia M.: tak samo istnieje rownanie negujace ze 2+2=4
       
        Ja: aach, czyli myślisz, że to pytanie psychologiczne, sprawdzające psychikę, umiejętności społeczne, twórczego myślenia, poglądy danego kandydata?
       
        Natalia M.: nie, to jest zwykle pytanie z gory przygotowana odpowiedzia
       
        z pozoru bez zaglebiania sie w inne mozliwe odpowiedzi
       
        Ja: no to w takim razie, ta odpowiedź to:
       
        Natalia M.: taka jak sobie ten koles z tej firmy wymyslil
       
        Ja: W takim razie skąd osoba pytana ma ją znać?
       
        Natalia M.: no wlasnie i tu sie pojawia konkretne pytanie
       
        skad?
       
        Ja: czyli co powinien odpowiedzieć w takiej sytuacji?
       
        Natalia M.: to co uwaza badz mysli sam musi wybrac
       
        Ja: I sądzisz, że trafi w poprawną odpowiedź, skoro jak twierdzisz odpowiedź jest "taka jak sobie ten koleś z tej firmy wymyślił"?
      
        Natalia M.: nie wiem czy trafi moze na tej samej fali na daje, moze z tej samej perspektywy patrzy, ma podobny sposob rozumowania
       
        Ja: Czyli w tej firmie szukają bratnich dusz, które nadają na tych samych falach? :)
       
        Dawid K.: ale żeście laski dały wykład ;P pomimo to czytając ze zrozumieniem pytanie jasno można stwierdzić że kwiaty są trzy... bo pytanie nie jest o to ile jest gatunków kwiatów tylko konkretnych sztuk. jeżeli pytanie byłoby o gatunki to analogicznie mogłoby być ich 6, 9,12 itd.
       
        Ja: Tak
       
        chociaż, z tymi gatunkami to też tak nie do końca Kolego;)
       
        Więc wg mnie jest na to tylko jedna odpowiedź, ta którą podałam na początku, bez względu na to, czy rozpatrujemy liczbę sztuk, czy gatunki, bo skoro liczba kwiatów nie jest większa niż 3, a wymieniono tylko 3 gatunki to logicznie ujmując nie ma tam innych gatunków, czyż nie?
       
        Dawid K.: zgadza się ale koleżanka Natalia rozpatruje to tak jakby to były właśnie gatunki, a pytają o konkretną ilość sztuk kwiatów więc są trzy :P
       
        Ja: Miałbyś rację, w drugiej części swojej wypowiedzi, gdyby zmienić liczbę w każdej części "z wyjątkiem..."
       
        Natalia M.: jakie gatunki?
       
        Ja: Ale w związku z tym co już napisałam, koleżanka Natalia nie ma racji nawet jesli rozpatruje pytanie o gatunki, a nie sztuki
       
        Dawid K.: sztuki!!! pytają o sztuki kwiatów w bukiecie :P
       
        Natalia M.: zadne gatunki
       
        jak wy mozecie twierdzic co jest prawda a co nie
       
        Ja: jesteśmy Bogami;P widocznie
       
        Ja jestem Boginią;P
       
        Dawid K.: a ja Bogiem ;] kwiaty są trzy i koniec tematu:) koniec imprezy :D

        Natalia M.: wedlug ciebie
       
        Ja: Ej, ja tam się dobrze bawię...koleżanka chyba też nie narzeka, skoro dalej piszemy...
       
        Natalia M.: zielone dywagacje
       
        Ja: Ej, ja tam jestem "na czysto" ;P
       
        "Miłej" lektury Tomasz;)
      

Post specjalny

Gdy samemu się jest w danej sytuacji, wewnątrz sprawy, to ma się zupełnie inny pogląd na daną kwestię. Właściwie to, trochę się nie ma czasu, trochę się myśli o czymś innym, a trochę, lub raczej trochę bardziej, a nawet bardzo, w zależności od sprawy człowiek się stresuje, denerwuje i martwi. 
Wtedy zapomina, a raczej nie myśli się o tym, że "Ci z zewnątrz" też się martwią, głównie dlatego, że nie wiedzą co się dzieje. Jakoś szczególnie dzisiaj przyszło mi to do głowy. Dzisiaj, bo wcześniej nie zauważałam zbyt wielu rzeczy, bo byłam zajęta własnymi sprawami, własnymi problemami i jak zawsze odkładałam dużo na "kiedyś". Trochę nie miałam siły już, sporo nie ogarniałam, a teraz, dzisiaj była tak jakby chwila "luzu". Szkoda tylko, że Ty - Mała, miałaś tak bardzo wyczerpujący i męczący dzień. Niestety, nie udaje nam się zgrać za bardzo, dobrze, że jest w Tobie dużo spontaniczności, która sprawia, że jakieś niespodziewane spotkania dochodzą do skutku. Są dla mnie ważne, nawet jeśli to tylko bardzo chwilowe, maleńkie spotkanka, przypadkowe spacerki, czy tak jakby przypadkowe "przydługie rozmowy". Miałam dziś trzymać kciuki, no bo dzisiaj środa. Zastanawiam się jak Ci poszło. Trochę się martwię, bo nie wydawałaś się zbyt wesoła, a przecież dziś ważny dzień, to taki nocny wpis z pogranicza środy i czwartku. Tak szybko i tak dziwnie, że nawet nie zdążyłam Ci życzeń złożyć. To smutne. Może uda mi się zaprosić Cię na jakieś urodzinowe ciastko i kawę? Swoją drogą, nie wiem jak Ci się spodobał mój świąteczno-urodzinowy prezent, o ile w ogóle się spodobał. Nawet jeśli nie będziesz tego nosić, to chciałabym tylko byś wiedziała, że ta rzecz była szczególnie przygotowana z myślą o Tobie. Dzisiejszy urodzinowy prezent jest trochę kiepski, ale myślę, że to w sumie dobry dzień by przedstawić Ci tego bloga, a na nic innego nie możemy sobie obecnie pozwolić, bo Ty jesteś tam, a ja tu. Ale, jak już nadejdzie jakieś malutkie jedno "kiedyś" to spróbujemy trochę podreperować i te kwestie. Cierpliwie czekam aż się odezwiesz.

 A to dla Ciebie do posłuchania, mało urodzinowe, ale może poprawi Ci humor:


Wszystkiego najlepszego, znalezienia pracy, takiej o jakiej marzysz, wielu wspólnych miłych chwil z Piotrkiem, dużo wspaniałych podróży, docenienia ze strony innych, końskiego zdrowia, no i jeszcze trochę kasy do tego, by spełnić jakieś mniejsze marzenia, tak trochę więcej niż "na waciki". ;P Buziak!

środa, 4 stycznia 2012

Jestem niesystematyczna

 No i znów była przerwa techniczna. Tak dużo jest do napisania, że pewnie połowa z tego co chciałam tu zawrzeć mi i tak ucieknie.
Zacznę może od tego, że 3 stycznia o godzinie 13:15 podeszłam do egzaminu teoretycznego na prawo jazdy i zaliczyłam test bezbłędnie, z czego jestem bardzo dumna. Zwłaszcza, że zaczęłam się uczyć bardzo niedawno i jakoś nie wszyscy chcieli wierzyć w to, że jednak mi się uda. A tu jeszcze bezbłędnie! ;)
Teraz pozostaje mi jedynie "wyjeździć" jazdy do końca i pewnie trochę godzin dokupić, a później egzamin praktyczny. Co prawda, nie spodziewam się od razu takich sukcesów, jak w przypadku pierwszej części, ale liczę na to, że zmieszczę się w terminie półrocznej ważności testów. Przypominam, że od 11 (albo 14) lutego wchodzą nowe zasady związane z częścią teoretyczną i nie wygląda to zbyt zachęcająco. 
..a w ogóle to bardzo chciałabym już móc jeździć, co prawda nie czuję się jeszcze zbyt pewnie, ale kto nie ćwiczy i nie próbuje, ten się nie uczy i nie utrwala umiejętności, z resztą prawdziwej jazdy uczymy się jeszcze długo po odebraniu stosownego dokumentu. No chyba, że ktoś (tak jak mój brat) ma "paliwo we krwi" i "jeździ zanim nauczył się dobrze chodzić". Oczywiście, trochę sobie żartuje, no ale im szybciej się zaczyna tym jednak jest łatwiej. Ja żałowałam, że nie załatwiłam tej sprawy wcześniej, tak jak większość moich znajomych. Raz, że młodszy człowiek lepiej przyswaja wiedzę, a dwa matura wcale nie jest taka straszna i nie opłaca się skupiać tylko na tym.

Właściwie to, generalnie jak się tak działa jak ja, to trochę przelatuje życie i coś co ma się zrobić "kiedyś", w większości przypadków nie dochodzi do skutku, bo po prostu to "kiedyś" nigdy nie następuje. Kiedyś (nawet nie potrafię inaczej zacząć) zajmę się tym, "kiedyś" i spróbuję pobyć na świecie tak, jak w danej chwili mam na to ochotę. Może to brzmi jakoś dziwnie, ale nie są to zbyt wyszukane rzeczy, a mój kręgosłup moralny i różne wewnętrzne zahamowania raczej nie zezwolą mi na nic szczególnie "dzikiego i szalonego", ale mam nadzieję, że będę zafascynowana i usatysfakcjonowana, co najmniej. Ej, te słowa jakoś dziwnie współgrają ze sobą, czyż nie? Jakieś słowne i językowe paranoje mam ostatnio. :)
Jak do mnie mówisz, to rób to w języku moich przodków.
Tak pisałam do Agi, która coraz rzadziej używa ojczystego języka, na rzecz "cudzesów". Co prawda, mój angielski podupada ostatnio baaaardzo, ale jakoś irytuje mnie ta zewsząd nadciągająca angielszczyzna. No cóż, zawsze można pocieszać się tym, że to nie "szprechanie", bo to nie jest zbyt melodyjny język. Swoją drogą, uwielbiam słuchać naszych językoznawców. Szczególnie jadąc samochodem.

..a to cytat z Agi, w pewnym odwecie na moje słowa dotyczące mowy naszych ojców, wybrałam zdanie, które pomimo smutnego przesłania, szczególnie przypadło mi do gustu: 
"Głód kultury będziem teraz polbrukiem z nowych chodników sycić."
 Tak przy okazji, to Aga kiedyś sklejała całkiem ładne teksty. Chociaż nie, ładne to nie jest może najlepsze określenie, ale za to jak perfekcyjnie komponowały się one z moimi rysunkami, utrzymanymi w równie depresyjno-turpistycznym klimacie. Pozwolę sobie zacytować coś po raz kolejny (to nie pierwszy raz):
"Fabryka samobójstw"

Mili państwo, oto fabryka samobójstw
zwiedzamy w grupie proszę się nie rozchodzić.

Po lewej dział depresji
powstającej z wielu surowców
większość z nich składujemy w następnym,
widocznym po stronie prawej,
dziale problemów:
uczuciowych
rodzinnych
finansowych
w pracy
i w samym sobie.
Te dwa działy zajmują cały magazyn
magazyn przyczyn.

Przejdźmy teraz do hali produkcyjnej nr 1
tu wytwarza się
sznury i pętle
noże z nierdzewnej stali
medykamenty w zwiększonych wielokrotnie dawkach
wieżowce z mnóstwem otwartych okien
rzeki pociągi auta broń palną i gaz.
Mam nadzieję, że wymieniłem Państwu
wszystko
nasza fabryka ma bardzo szeroki asortyment.

(...)








 Produkujemy na globalne rynki
pilnie strzeżemy jakości wyrobów
po użyciu naszych noży brzegi rany pozostają gładkie
pigułki mają kształt ułatwiający połykanie.
Na koniec wizyty dostaną Państwo
próbki gratis.

A oto ostatnie pomieszczenie:
produkcja urn trumien
smutnych żałobników i czarnych marszów
składanych, automatycznych.
Full service, mili Państwo,
full service.

To właśnie
nasza fabryka samobójstw -

świat.
~ A.S.

Uwielbiam ten tekst. Nie wiem czy był pisany z myślą o mnie, ale świetnie do mnie pasował i dalej pasuje. Zestawiam go z moją pracą, która w porównaniu z tymi słowami wypada trochę marnie, ale mam sentyment do obu tych tworów.




piątek, 23 grudnia 2011

Kicz?

Z racji chorowitego budżetu, braku czasu na łażenie po sklepach i ogólnie dość kiepskiego stanu zdrowia, postanowiłam kilka prezentów wykonać ręcznie. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że może nie są to najwspanialsze prezenty, jakie obdarowane przeze mnie osoby mogłyby sobie wymarzyć, ale starałam się robić wszystko ze szczerego serca i ze specjalnym uwzględnieniem preferencji danej osoby. W sumie, muszę przyznać, że owe tworzenie sprawiało mi mnóstwo przyjemności  i jak do tej pory także sporo satysfakcji. Ostatnio jednak, naszły mnie pewne wątpliwości... Zastanawiam się, czy np. taka bransoletka to dobry dodatek do prezentu, czy może lepiej czegoś takiego nikomu nie dawać? Myślałam, że to dobry pomysł, bo zrobiłam ją sama, no i nie ma takiej drugiej, poza tym kosztowała mnie w sumie sporo pracy, choć może to nie jest dobry argument, bo nie zawsze efekty są współmierne do wysiłku. Hmm... Moje przekonanie zostało zachwiane, gdy zetknęłam się z kilkoma nieprzychylnymi opiniami. No i w sumie gdyby to o mnie chodziło, to ja sama nosiłabym taką biżuterię, ale może nie wypada czegoś takiego dawać w prezencie świątecznym, bo to po prostu kicz? Co myślicie?


Ten prezent jest akurat bardzo słodki, są tu słodkie dodatki z modeliny szkolnej (nie, to nie fimo), różnych koralików, ceramicznej filiżanki z herbatą i wstążeczki. Nie jestem dobrym fotografem, więc estetyka zdjęcia pozostawia wiele do życzenia, ale mam nadzieję, że przynajmniej widać co na nim jest.

wtorek, 20 grudnia 2011

Dorotka



  Chciałabym Wam przedstawić niedawno uszytą lalę, którą zrobiłyśmy z mamą. Właściwie, to ja tylko pomagałam. Przygotowałam wykrojniki i zrobiłam jej twarz, tzn. namalowałam jej buzię. Jako, że nie posiadamy specjalnych farb do malowania tkanin, użyłam lakierów do paznokci, których mamy dość duży wybór, no i trochę suchej pasteli na policzki. Mama uszyła ją ręcznie, wypełniła sylikonowym puchem z naszej nowej poduszki. xD Włosy z włóczki związała koronkowymi tasiemkami w dwie kitki, które niestety są słabo widoczne na zdjęciu. 



Do tego uszyła ubranko z materiałów przeznaczonych kiedyś dla mnie na sukienkę :)...ale chyba jeszcze sporo zostało;). Doszyła koronki i przyszyła pluszową aplikację misia. Nawet mój tato uczestniczył przy wykonywaniu "makijażu" lalki. Każdy miał jakiś pomysł odnośnie tego jaką ma mieć buzię. Jednogłośnie zadecydowaliśmy o piegach i zielonych oczach, ze względu na rudawy kolor jej obfitych włosów. Usta były całkowicie moim pomysłem, zamiast "dzióbka" dostała uśmiech "pełną gębą" z wystającymi dwiema jedynkami. Te zęby, to trochę na cześć moich "dopieroCoWyrwanych" ósemek. Lalę nazwaliśmy Dorotka. Podobno ma polecieć do Afryki.


No, Dorotka Wam macha łapką :). Podoba się?

Równie spóźniony post

Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. ...a szczęścia?
Czasem też! :D
Zaraz po tym jak dowiedziałam się o wygranej u Ani z Niebieskich Migdałów, wygrałam główną nagrodę w Candy w Świecie Eesophie :D Hip hip hurra!
 Zabawa odbyła się pod szyldem:


...a główną nagrodą był zestaw ręcznie wykonanych materiałowych zawieszek i wianuszek:






Tak właśnie się prezentuje niebiesko-biały wianek z serduszkiem na mojej błękitnej ścianie, w towarzystwie anioła z wosku. :) Zacnie, prawda? Były do tego różne zawieszki, tak jak na pierwszym zdjęciu, te serduszka szczególnie mi przypadły do gustu i jak już sprawimy sobie choinkę, to zawisną na niej wśród innych świątecznych ozdób.



No i poza oficjalnymi nagrodami, były też NIESPODZIEWAJKI! :D Nie wiem, czy jest ktoś, kto nie lubi miłych niespodzianek. Ja je wprost uwielbiam!


Trochę ciekawych przydasi (uwielbiam te mikro-guziczki!) i choineczka oczywiście handmade oraz ŚLIMACZEK wykonany przez śliczną córkę Elizy - Sophie, która wylosowała szczęśliwie mój los w loterii. No i oczywiście, ręcznie napisany liścik z życzeniami. Serdecznie dziękuję Wam dziewczyny za tą miłą niespodziankę i życzę wesołych i spokojnych Świąt!

Ps. Zapomniałabym, w paczce były też cukieraski, ale były tak smakowite, że mój chłopak zrobił z nimi co trzeba zanim zdążyłam zrobić zdjęcie. Tu na fotografii widać jeszcze dwa, które umknęły jego uwadze (widocznie za malinowymi  nie przepada). ;P

Post bardzo spóźniony

No, więc (tak wiem, nie zaczyna się tak zdania, ale przecież nie jesteśmy w szkole, no, a właściwie to nawet na studiach już nie jesteśmy, a Ci co w szkole i na studiach jeszcze są, no to przecież mamy już prawie przerwę świąteczną, ale ja miałam nie o tym..)...no więc zaczęłam tak chaotycznie, a miałam pisać o tym, że przecież wygrałam Candy! Tak! Tak! I to do tego na samym początku, gdy jeszcze nie bardzo wiedziałam o co w tym chodzi. :-)

Pierwsze Candy w jakim wygrałam odbyło się w świecie Niebieskich Migdałów  (muszę dodać, że niebieski to mój ulubiony kolor) pod szyldem:

Co prawda, nie udało mi się wygrać "kotecka" w błękitno-fioletowej tonacji, na którego szczególnie ostrzyłam swoje pazurki, ale drugie miejsce było równie zaszczytne, bo nagrody nie powstydziłby się nawet sam Gustav Klimt. :)

...a tak wyglądała cała paczuszka z prezentami:


Poza Kotkiem własnoręcznie wykonanym (i ozdobionym motywami z Klimta oraz prawdziwymi płatkami złota!) przez Annę dostałam również, pięknie pachnącą saszetkę z cynamonem, gwiazdką anyżu i szyszeczką...



...oraz dwa mniejsze kotki, jeden w formie metalowej zawieszki, a drugi czarny, drewniany z baaardzo zielonymi oczyskami do przyklejenia. Pełna symbolika Galerii Bury Kot! Żeby tego jeszcze było mało, Ania ręcznie wypisała mi życzenia świąteczne na ozdobnej karteczce. Dziękuję, dziękuję pięknie i Tobie i Twojej rodzinie, życzę również wszystkiego co najlepsze, najpiękniejsze i najfajniejsze. :)



Ps. Zakochałam się w tym reniferze, który odbiłaś mi na kopercie i postanowiłam go wyciąć i zachować, niestety aniołek uległ deformacji podczas transportu.

 .
..a sam Kotek tak się prezentuje:


...a teraz tył:



Jestem pod ogromnym wrażeniem dbałości o szczegóły zarówno przy wykonaniu samego Kota, jak i przy sporządzaniu paczki. Dziękuję jeszcze raz i życzę wesołych Świąt! No i przepraszam, że dopiero teraz daję znać.